wtorek, 12 października 2010

Pani Mikołajkowa:P

To od wczoraj ja! Bo tak właśnie zwróciła się do mnie Dana w mailu:) Te z Was, które odwiedzają blog Dany – Wieczorową porą, wiedzą, że ruszyła na krótki urlop do Polski i tam właśnie czekał na nią tajemniczy worek ode mnie, o którym wspominała tutaj. Wspomniany worek to moja część wymianki. Danę gryzło co jest w worku, bo mama nie chciała jej powiedzieć a mnie jeszcze bardziej męczyłoczy spodoba się to, co jej zgotowałam:P I właśnie wczoraj dostałam maila, że już dorwała się do worka! Chyba się spodobało, skoro tak ładnie mnie nazwała:) Na szczegółową relację musicie poczekać na powrót Dany. Ja też czekam na wrazenia:) A dziś tylko pokażę co xxx stworzyłam. Zanim jeszcze zdecydowałam się co dla mojego „oprawcy” przygotuję, wiedziałam, że musi to być coś czego sama nie robi, żeby jeszcze bardziej się z tego cieszyła!


Jak już wspominałam przy relacji z rozpakowywania paczki od Dany, umówiłyśmy się na jeden hafcik, ale i ja nie trzymałam się tego zobowiązania:P Stwierdziłam, że skoro pierwsza z prac, którą zrobię będzie mała, to jeszcze przygotuję drugą:P Z pomysłami nie miałam problemów, bo znamy się już z Daną całkiem dobrze, poza tym jest ona najczęściej komentującą osobą na moim blogu, więc co nieco miałam podpowiedzi. Jak tylko zaczęłam produkcję xxx kolczyków to Danie bardzo wpadły w oko, nawet napisała raz, że by je kupiłam, gdybym zdecydowała się je sprzedawać:P A jak przygotowałam mały kursik jak je robię (tutaj), to stwierdziła, że od samego patrzenia bolą ją ręcę. No i co? Miałam jakiś inny wybór niż zrobić jej kolczyki? No nie! Wiem, że ulubiony kolor Dany to niebieski, więc najpierw wybrałam niebieskie druciki i wkrętki, później dobrałam do tego kanwę i srebrną nitkę DMC. Poszukałam jeszcze odpowiednio małego wzoru i wzięłam się za haftowanie. Najpierw powstało 10 małych kwadracików o wymiarach 14 mm.


DSC03243


DSC03244


 A później wzięłam się za zszywanie i powstały takie oto kolczyki! Danie się spodobały, bo napisała, że marzyla o xxx kolczykach i że to marzenie sie spełniło! Oj, bardzo się z tego cieszę!!!


DSC03270


DSC03271


DSC03272


A średnica kolczyków to około 3 cm.


DSC03273


Z drugą pracą też nie miałam problemów:) Jeśli pamiętacie amerykańskie gazetki xxx, które jakiś czas temu pokazywałam, to w komentarzach do jednej z nich Dana napisała, że bardzo jej się podoba naszyjnik xxx. Dla przypomnienia tak wygląda oryginał, który próbowałam skopiować.


naszyjnik


Było to coś zupełnie dla mnie nowego, bo nigdy jeszcze żadnej biżuterii oprócz kolczyków nie zrobiłam, ale powiedziałam sobie, jest okazja to spróbuję! Najwyżej jak nie wyjdzie to powstanie coś innego. Kupiłam w Hobby Lobby specjalne metalowe przywieszki, w które można umieścić hafcik, policzyłam jaki materiał będzie się nadawal, tzn. żeby cały wzór z gazetki sie zmieścił i wyszło mi, że tym razem będę musiała sięgnąć po coś mniejszego niz kanwa 18. W sklepie pooglądałam sobie dostępne materiały i mój wybor padł na tkaninę evenweave o rozmiarze 25 ct. I choć rozmiar bardzo mi przypasował, to niestety nie było to proste zadanie:( Haftowało się na tym badziewiu tak samo źle jak na tkaninie do hardangera, ale cóź motywacja była ogromna, to nie mogłam sie tak łatwo poddać! Ten maly hafcik o wymiarach około 22 x 22 mm dłubałam kilka dni!!!!!!!


DSC03246


Ale udało się i zostało mi tylko wymyślić jak go przytwierdzić do naszyjnika. Wybór padł na super glue i była to dobra decyzja! Nie jest może idealny, bo trochę widać nierówności materiału, który składałam, ale jak na pierwszy raz chyba nie jest źle! A wisiorek w rameczce ma wymiary 24 x 24 mm. Dokupiłam jeszcze fioletowe sznureczki ze wstążką i tak prezentuje się całość!


DSC03254


DSC03255


I obie prace w komplecie!


DSC03310


Moja rodzinka widziała obie prace i spodobały im się (nawet tacie!!!!!!!), więc po cichu liczyłam, że Danie też się spodobają:) Z kolczykami już mnie utwierdziła, natomiast nie wiem jak jej się widzi wisiorek:( Nic o nim nie wpomniała w mailu, więc teraz nie wiem czy z roztrzepania, zmęczenia czy zniesmaczenia widokiem:P


 


W czwartek postanowilam się rozerwać i wybrałam się na darmowy przedpremierowy pokaz filmu „Life as we know it”. Oczywiście była to jedna z imprez kampusowych! Sala pełna studentów, film super – typowa komedia romantyczna no i jeszcze darmowy plakat:) Uśmiałam się bardzo i odpoczęłam po uczeniu trzech grup w labie! Plakat wisi na ścianie i już zachęcam rodzinkę do wizyty w kinie w grudniu, bo wtedy jest planowana polska premiera.


DSC04055


A w tym tygodniu jeszcze więcej „rozrywek” mnie czeka, bo nie tylko znowu odrabiam wyjazd do Warszawy i uczę trzy grupy, ale jeszcze w środę studenci mają egzamin i ktoś musi go sprawdzić i ocenić! A przecież pan doktor już wystarczająco się namęczy układając zadania i my, trójka doktorantów „z przyjemnością” go wyręczymy! W końcu co to jest 108 prac? Byle tylko studenci wiedzieli co piszą lub nie wiedzieli, bo wtedy najłatwiej się sprawdza. Jak wiedzą, to wszystko jest ok i dajemy maksymalną liczbę punktów. Jak nie wiedzą, to zostawiają pustą kartkę i zero punktów. A jak się zastanawiają i wymyślają cuda niewida, to niestety ale musimy to wszystko przejżeć, znaleźć gdzie się pomylili albo przynajmniej wymyśleć co chcieli policzyć i w jaki sposób, żeby dać im jakieś cząstkowe punkty. A to jest najgorsza kara;( Studenci to sobie zawsze myślą, że najgorsze jest pisanie egzaminów! Oj, jak oni się mylą! Aaa i jeszcze w labie mają oddać w tym tygodniu raporty z drugiego eksperymentu, więc też nie będę się nudzić! Huraaaaa!!!!


 


diwina69 – W katowickich pasmanteriach jest różnie. Lista będzie w którymś z kolejnych wpisów, ale nie wiem czy dalej aktualna, bo w niektórych ostatnio byłam jakieś 2,5 roku temu.


myszszeczkunia – Dziewczyno! 7 lat w stolicy i z mojej listy pasmanterii będziesz korzystać?:P Bardzo mi miło:) Żałuję, że ja nie miałam takiej przed przyjazdem, bo nie zmarnowałabym tyle czasu na te nieciekawe:( Niezniszczalna to nie jestem, ale po ponad 2 latach w Stanach dużo jestem w stanie przeżyć:P


edyta350 – Kwoty nie będzie, bo sama nie wiem ile wydałam:P I chyba nawet nie chciałabym wiedzieć. Miałam w portfelu pewną sumę początkową i z niej płaciłam za wszystko, nie tylko zakupy xxx, ale i jedzonko, bilety oraz inne pamiątki nie pokazane na blogu. I nie jestem aż tak rozpustna, bo nawet na koniec 100zł mi zostało:P Bedzie na dzień dobry następną wizytę:)


isana_haft – Wydawało się jeszcze milej, bo to nie były moje $$$, ale dodatkowe pieniądze:P Co nie znaczy, że na nie nie zarobiłam. Więc na bank nie musiałam napadać. Trochę zaoszczędziłam na jedzonku, bo nie chodziłam po knajpach tylko żywilam się kanapkami i jogurtami, więc było trochę więcej na zakupy xxx i inne pamiątki. Zersztą ceny warszawskie są niestety wyższe niż te na Śląsku. I to na wszystko:( A $$$ to przywiozłam ze sobą i wpłacałam na konto, taka jestem oszczędna pomimo mojej rozrzutności xxx! Tylko w banku nie chcieli ich przyjąć, bo kasa już była zamknięta choć panienka dalej za nią siedziała:( Widać takie sa zwyczaje w stolicy, bo na Śląsku kasa jest otwarta cały czas jak bank jest otwarty.


anetakam0 – Oj, pewnie, ze co nieco zostawilam w sklepach! Pisałam już o igłach z dwoma dziurkami, a poza tym zostawilam też nożyczki DMC w niebiesko-białą kratkę! Oj, bardzo mi sie podobały, ale były za drogie. Zostawiłam też pudełko metalowe, które fejferek zakupiła:) Ale na nastepny raz to będę chodzić po Warszawei incognito, jeśli aż tak inne hafciarki będą się bały moich wizyt:P Na bilet na pociąg miałam, w portfelu nawet zostało na nastepną wizytę, a samolot sponsorował szef:P Bo ja przecież głównie do pracy przyjechałam, a te zakupy to robiłam wieczorami, tuż przed zamknięciem sklepów! Ale że ja od dziecka szybko chodzę (inaczej musiałabym tatę oglądać tylko z daleka:P) to w wiele miejsc zdążyłam:) Mentorem DMC też jestem, tyle że zapisałam się na amerykańskiej stronie. Także dziękuję, ale mam tą samą książeczkę, przypinkę, maęe zestawy do haftu oraz wizytówki co Wy w Polsce. No i cieszę się, że dzięki mnie też jakieś ciekawostki poznajesz i później kupujesz!


anek-73 – Droga pani nauczycielko, czytamy ze zrozumieniem!:P Ja wcale nie pisałam, że szkieletowe kolczyki są Twoje, tylko że widziałam je na Twoim blogu:P


lumieree – O wrażeniech z Warszawy było w poprzednim wpisie:)


damar5 – Podmilanek! Ty już nie musisz się aż tak podmilać:P Pewnie, że jestem wytrwała, a co miałam innego robić po pracy? Iść do hotelu i siedzieć przed tv? To nie ja! Ja tak jak moja babcia uważam, że „w domu ludzie umierają” i jak tylko mam okazję gdzies iść, to wybywam! I nie przesadzaj z tym pisaniem przewodnikow, ja jestem chemik a nie żaden literat:P Po prostu opisałam co widziałam i już:) A że się komuś spodobało, to wychodzi, że lubi moje wodolejstwo:P Oj i chyba musisz kupić okulary, bo ja tam nie widzę żadnych kwiatków:P Przecież jak byk zestaw jest kuchenny – dzbanek i filizanka:P Gdzież tam kwiatki:P


fejferek – To ja Ci powiem, że widziałam to metalowe pudełko! Pani mi pokazała całą zawartość i podała inną cenę, prawie 100 zł! Na to ja, że jak dla mnie cena za wysoka na taką zawartość, bo tak szczerze powiedziawszy to kanwa i mulinki mnie nie ruszają, taki sam sorter do igieł mam już od dłuższego czasu, a żeby płacić za wzory i pudelko 100 zl to mnie nie stać. Dlatego coś mi się wydaje, że pani obniżyła cenę po mojej wizycie i Ty trafilaś na lepszaąokazję! Bardzo się cieszę! Czyli nie wykupiłam wszystkiego:) No i jeszcze bardziej się cieszę, że Cię zmotywowałam do wizyty w pasmanterii! Ja też miałam kilka podejść, ale jedno po drugim! Jest to jednak bardzo denerwujące, jak się szuka danego stoiska pod centralnym przez dłuższy czas:( No i pochwal się na blogu pudełkiem! Niech ja też się poślinię na jakimś blogu:P


xgalaktyka – A jak mam być normalna, a nie szalona jak studiuję chemię:P Przecież wszyscy wiedzą, ze nie ma normalnych chemików:P Kieszeń cierpi, ale raz na sto lat, bo w Warszawie tak często bywam:( Dlatego też łatwiej było mi wydawać, bo właściwie nie wiem kiedy tam wróce. A mnie zawsze zgryzoty męczą jak coś mi sie podoba, nie kupię i nie mogę po to wrócić. Dlatego też dla dobra własnego zdrowia musiałam zrobić takie zakupy:P


ann_margaret – Dziękuję! Zawsze staram się, żeby moje wpisy były ciekawe i tu akurat mi wyszło:) Zestawy Orchideii są o tyle fajne, że ramki sż już pomalowane, bo w niektórrych zestawach kupowanych w Hameryce to jest to surowe drewno, które trzeba samemu pomalować. Powodzenia w szukaniu! A jakbyś nie znalazła, to chyba Kokardka prowadzi sprzedaż zestawów Orchideii.


agnieszkasz123 – Witam na moim blogu! Miło, że wpadłaś:) Ale nie musisz się tak od razu podmilać:P Ja jednak wolę normalne zakupy, tzn. lubię sobie pomacać. W internecie rzeczywiście wybór jest większy, często też ceny bardziej przystępne, ale macania to nie zastąpi:P No i czasem coś wygląda inaczej niż na stronie:( I dziękuję za medal!

wtorek, 5 października 2010

Moja rundka po warszawskich sklepach robótkowych:)

Dziś obiecana relacja zakupowa z mojego krótkiego pobytu w Warszawie! Czasu było mało na zwiedzanie i zakupy, ale myślę, że wykorzystałam go maksymalnie:P Pół soboty latałam po kilku pasmanteriach aż do ich zamknięcia, w niedziele byłam w Galerii Mokotów, a w pozostałe dni jak miałam godzinkę przerwy w pracy, bo coś mi się moczało lub schło, to wyskakiwałam na mały podbój, plus jak wieczorem godzina była jeszcze dobra, a nie już tylko do spania:) Adresy pasmanterii zdobyłam częsciowo na forum gazetowym, a częściowo ze strony DMC i tu miałam pewną przygodę:P Poniżej opiszę moje przeżycia (czasem traumatyczne:P) i pokażę co kupiłam. Pewnie niektóre z Was pomyślą, że mam już spaczony gust ze względu na moje amerykanskie sklepy, ale w niektórych przypadkach bardzo mile się zdziwiłam! Było też niestety kilka rozczarowań:( Jak to w życiu bywa:P A ja może po prostu szukałam innych rzeczy niż większość z Was? Z kanw to mnie interesowały tylko takie specjalne, jak z motylkami, kwiatkami, muliny Anchora, bo DMC mam pod dostatkiem i w lepszej cenie, małe zestawy do haftu DMC, bo u mnie nie ma żadnychplus wszystko co inne niż u mnie! I muszę przyznać, że parę marzeń się spełniło!!!!!


Mam umysł ścisły, więc będzie jako taki porządek w tym wpisie:D Zdjęcia niestety kijowe, bo robione na szybko w Katowicach. Prawie wszystko zostało w domu, więc nie będzie na razie lepszych:(


1. Pasmateria w podziemiach Dworca Centralnego! To pierwszy sklep do którego trafiłam i jedyny, do którego wróciłam:) Choć naszukałam się go strasznie długo, bo nie wiem kto i w jaki sposób numerował budki, ale nie robił tego na trzeźwo:P I tym sposobem trafiłam pod drzwi w sobotę dokładnie o 14 jak pani już myła już podłogę:( Ale była na tyle miła, że mnie wpuściła i zrobiłam małe a szybkie zakupy! I tu spełniło się moje pierwsze marzenie, a był to zestaw z pachnącą muliną! Wybór był mały, nie było wyśnionej lawendy ani konwalii, ale skusiłam się na wanilię oraz cytrynkę. Po cichu liczyłam, że może uda mi się choć jeden wyhaftować w hotelu, ale niestety nie było ani czasu ani sił:( Jako gratis dostałam ulotkę o mulinach specjalnych i cztery darmowe wzory wykorzystujące takowe muliny.


DSC03463


DSC03464


DSC03640


DSC03641


DSC03642


DSC03647


DSC03646


Do sklepu wróciłam kilka dni później, tzn. w czwartek w czasie kupowania biletu na pociąg do Katowic. Tym razem już więcej „pomarudziłam” i zakupiłam dwa małe zestawy do haftu, jedyny w sklepie i zauważony przez przypadek zestaw do zrobienia fluorescencyjnej bransoletki oraz dwa guziczki w kształcie ostrzynek (na zdjęciu z taśmami). Zakupy bardzo udane, portfel trochę mniej zadowolony, ale jestem pewna, że tam wrócę jak tylko znowu będę w stolicy!


DSC03461


DSC03462


DSC03465


DSC03466


Aaaa, nie kupiłam, bo były drogie, ale spodobała mi się pewna nowość. A mianowicie igły z dwoma oczkami! W obu wersjach – tępej i ostrej. Tępe były niestety droższe:( Poczekam aż stanieją, odziedzicze spadek albo poszukam u mnie w lepszej cenie:) Mała podpowiedz dla zainteresowanych – produkuje je firma Clover.


Zmierzałam w kierunku Krakowsloego Przedmieścia, więc minęłam kilka kolejnych sklepów:)


2. Najpierw odznaczyłam na liście pasmanterię na ul. Emilii Plater. Małe rozczarowanie:( Pani proponowała mi kolorowane kanwy a później zaczęła tłumaczyć, że po co mi gotowe zestawy jak przecież można sobie wybrać wzór i dobrać muliny:P Trochę mnie to rozbawiło:) ale z ciekawością ruszyłam do kolejnego sklepu.


3. A następna była pasmanteria na ul. Widok. Coś adres mi się nie zgadzał, wychodziło, że ma być w bramie, ale szczęśliwie trafiłam i o mało mnie pani nie zamordowała:P Bezczelnie chciałam pomacać muliny DMC, które były w kartonie! Dla tych co szukaja promocji, to coś tam pisało na tym kartonie, a nawet na wejściu, że chyba po 2,20zł? Nie wiem, skleroza:( Ale była to już końcówka, choć karton wielki i pełny, więc pewnie i cena dobra. Mnie spodobał się tylko pluszowy Somebunny, ale cena 99zł skutecznie mnie odstraszyła:( Z niesmakiem wyszłam i poszłam na Krakowskie Przedmieście!


Wg strony DMC na ul. Kościelnej powinna być pasmanteria, ale takowej nie znalazłam. Jednak dzięki poszukiwaniom trafiłam na plac Nowego Miasta i załapałam się na fajny jarmark oraz pyszne pierogi:)


4. Wracając do domu zawędrowałam jeszcze do empika w Złotych Tarasach i zakupiłam jedne opakowanie koralików. Pozostałe dwa opakowania zakupiłam w empikach w Galerii Mokotów oraz Arkadii, w niedziele. I takie wielkie zakupy xxx zrobiłam w empikach:P Pooglądałam wszystkie działy robótkowe, takiego mi smaka narobiłyscie na blogach, ale jakoś na żywca nic poza koralikami mnie nie zachwyciło:(


DSC03648


DSC03638


Następnego dnia była niedziela, więc wszystko pozamykane i zostały mi tylko centra handlowe oraz włóczenie się bez celu po mieście:P Zaliczyłam więc Galerię Mokotów, Arkadię, Złote Tarasy i przy okazji całkiem przez przypadek zawędrowałam busem na osiedle Piaski:P Zafundowałam sobie „mały” spacerek spod Arkadii przez Nowe i Stare Miasto do Dworca Centralnego i z nowymi blazami doczłapałam się do hotelu:P


5. Pasmanteria Bocian w Galerii Mokotów – niestety kolejne rozczarowanie. Tyle fajnych opini czytałam na temat tej pasmanterii, jak tylko weszłam pani z obsługi zachwalała asortyment, a ja niestety się rozczarowałam:( Zakupy skromne i jeszcze bardzo przepłacone. Ze wstydu nie bedę się chwalić ceną, ale było to moje kolejne marzenie, więc się skusiłam. Po pierwsze to bardzo ciężko było mi trafić! Ludzie udzielali mi złych informacji i właściwie od stacji metra Służewiec do samej Galerii przeszłam się:P Wg pani na przystanku autobusowym to niedaleko:P No, ale zysk z całej wyprawy – pierwsza przejażdżka metrem! Jako doświadczowny podróżnik, który już prawie wszystkim się poruszał – autobusem, tramwajem, pociągiem, promem, samolotem, konno, na rowerze, czy na nogach – stwierdzam, że taka przejażdżka jest tylko trochę lepsza od samolotu, czyli wg mnie na drugim miejscu od tyłu. Tłok mi nie przeszkadza, ale ta ciemność tak! W każdym innym środku lokomocji można podziwiać widoki, a tu nie! A ja bez widoków nie umiem żyć!


W samej pasmanterii kupiłam kilka kulek filcowych z koralikami z przeznaczeniem kolczykowym. Te były akurat tanie.


DSC03429


Oraz wymarzoną kanwę z motylkami! Liczyłam, że bedą też kwiatki, ale się przeliczyłam. Zapłaciłam za nią tylko trochę taniej niż jakbym z Anglii zamawiała:P


DSC03460


Kolejne podboje pasmanteryjne zaczęły się wraz z nowym tygodniem, i to chyba dopiero we wtorek czy środę, bo przedtem były całodniowe nasiadówki w labie.


Ale bedąc w niedzielę w Arkadii kupiłam w jednym ze sklepów kolczyki, które bardzo mi się spodobały na blogu Anek73. Teraz ja też mam swoją kolekcję szkieletów rybnych:P


DSC03431


6. Soho na ul. Śniadeckich! Gdyby nie panie z obsługi – bardzo niezainteresowane klientelą i w liczbie 4, a wg mnie wystarczyłyby 2, powiedziałabym, że niebo dla krzyżykujących!!!! Tutaj sporo kasy zostawiłam:] Wyskoczyłam tylko na godzinę z labu, w złym humorze, a wróciłam w świetnym humorze, który utrzymywał się do końca dnia! Pasmenteria spora jak na polskie warunki, bo dwa pomieszczenia, sporo fajnych rzeczy – aż nie wiadomo na co przepuścić kasę:P Tu też na pewno wrócę! Gdyby nie wizyta na Dworcu Centralnym pewnie więcej bym tu zostawiła kasy, bo panie miały podobny wybór małych zestawów do haftu DMC, ale ceny wyższe niż na dworcu. Spodobały mi się bardzo zestawy do wyhaftowania panienek w kapelusikach Sarah Kay, ale za 22zł za sztukę to je sobie darowałam tym razem. Były też te same małe zestawy co kupiłam na dworcu, tylko o kilka złotych droższe, więc też je zostawiłam w sklepie:P Pierwsze co zauważyłam i już nie wypuściłam z łapek to pudełeczko na przydasie! Co prawda fioletowe, ale przecież nie będę w nim chodzić, nie? Na zdjęciu słabo widać, ale fioletowy materiał przypomina zamsz, więc jest bardzo milutki! I ta szpulka! Po prostu zakochałam się!!!!!!


DSC03424


DSC03425


A w środku pełno przydasi! I mały naparstek, który dołączył do mojej skromnej kolekcji naparstków! Jego numer szeregowy to 6!


DSC03426


Pudełek było więcej, ale to było najsłodsze:) A zaraz obok pudełek były nożyczki, o których marzyłam juz od dawna! Zawsze na nie z tęsknotą spogladałam na ebayu, ale przesyłka z Anglii to jednak za spory koszt. A tu się ładnie do mnie uśmiechały, więc wyszliśmy ze sklepu razem!


DSC03427


Ostatnie na co się skusiłam to książeczka ze wzorami i mulinami. Znaleziona w gablotce na wysokości moich butów. A co, jak jestem w sklepie, to dokładnie go ogladam:P


DSC03467


DSC03475


A w środku same cuda! Na pewno na wiele z nich się skuszę! Np. na bransoletki i woreczki! A może jakieś zakładki z nich powstaną?


DSC03468


DSC03469


DSC03470


DSC03471


DSC03472


DSC03473


Na końcu kilka mulin na zachętę:)


DSC03474


Kupiłam tu też kilka mulin cieniowanych Anchor, ale są one na zdjęciu grupowym poniżej:P

Moja rundka po warszawskich sklepach robótkowych:) cz.2

7. Nawet wieczorem to był nadal bardzo dobry dzień, bo w labie skończyłam szybko i mogłam ruszyć na daleką wyprawę do Robótkowego Raju na Surowieckiego! Jechałam jakieś 40 minut w każdą stronę, jak wracałam to lało, a ja zapomniałam parasola, ale to jest prawdziwy raj!!!!!! Tego dnia sporo poszalałam z kasą:( Tym razem dojazd choć długi był mało kłopotliwy, bo autobus do którego wsiadłam podwiózł mnie pod samo wejście do pasmanterii! Właściciel był bardzo miły, choć miał wielką żałobę za paznokciami i ręcę jakby pracował w kopalni, ale miło sobie pogadaliśmy. A co ja tu kupiłam? Przede wszystkim tasmy! Skusiłam się aż na 4 kolory! (ta ostatnia – granatowa ze złotą nitką jest z Madalińskiego, a guziki z dworca)


DSC03478


Plus kilka mulin cieniowanych oraz cztery multikolorowe!


DSC03477


Wymaniłam też od pana kilka darmowych wzorków:) Wymaniłam, bo pan nawet nie wiedział, że takie ma! A ja znalazłam cały bloczek z wzorami zaraz przy oknie i pan się zgodził, żebym sobie kilka wzięla:) Muszla mi się chyba najbardziej podoba!


DSC03645


DSC03644


Trochę też z panem pogadałam i dowiedziałam się, że jednak moje muliny DMC kupowane w Stanach mają inne kolory niż te europejskie. Ponoć pan miał klientkę, której zabrakło mulin do obrazka, który zaczęła haftować w Hameryce i niestety tutejsze kolory się różniły. Dobra rada, teraz już wiem, żeby jak coś zacznę mieć odpowiedni zapas na cały obrazek. Nie kupiłam, ale kilka z Was może być zainteresowanych – pan miał spory wybór kanw kolorowych, a także ze złotą nitką i marmurkowcyh. Muliny Anchor, DMC, Ariadna i Puppets. Na pewno tutaj wrócę! Choćby była zima stulecia a ja miałabym jechać ponad godzinę busem!


A jak wracałam do domu to wstąpiłam do małego empika, który mialam niedaleko mojego hotelu i kupiłam sobie trzy książeczki z mojej ulubionej bajki! Niedawno zaczęły się pojawiać książki z mądrościami bohaterów Muminków i nie mogłam przejść obok nich obojętnie. Mam pierwsze trzy, a pozostałe to już mama mi kupi:) Najbardziej czekam na mądrości Małej Mi, bo to moja idolka:P


DSC03421


DSC03422


DSC03423


Następnego dnia było już gorzej, tzn. dla mnie, bo portfel trochę odetchnął! Nic nie kupiłam i prawie wpadłam w depresję:(


8. W przerwie obiadowej, kiedy moje płytki się suszyły (oj, czego to ja nie robiłam w labie – prawie codziennie co innego! Tyle się nauczyłam, że aż strach:P) ja ruszyłam na metro w kierunku nowej siedziby pasmanterii Pasja. Czyli znowu zawędrowałam na Mokotów, na dobrze mi znaną ulicę Wałbrzyską. I tu przeżyłam chyba największe rozczarowanie, ale może to moja wina, bo najpierw trafiłam na pomieszczenia hurtowni. Czego tam nie było...:) Po prostu raj! Gdybym była nieuczciwa to mogłabym sporo w torbie wynieść, tak tam pracuja:( Jak już cudem trafiłam do pomieszczeń biurowych, to dowiedziałam się, że pasmantria ma osobne pomieszczenie i zaraz mi je otworzą (bardzo niechętnie). A tam co? Bida z nędzą:( Ułamek to za dużo powiedziane, jakiś promil tego co w hurtowni. Ceny szalone, wybór mały, więc pooglądałam i ze spuszczoną głową wyszłam. Pierwszy raz żałowałam, że straciłam czas na dojazd. Nigdy więcej!


Wieczorem nie było lepiej:(


9. Po pracy starałam się trafić do pasmanterii na Placu Wilsona, gdzie czytałam na forum, że można kupić mulinę Madeirę. Znowu miałam możliwość przejechać się metrem, ale na miejsce zawitałam sporo po 18, czyli po zamknięciu. A po innych pasmanteriach, czynnych do 19 liczyłam, że załapię się na godziny otwarcia. Sklep stał, nie był co prawda pasmanterią, bo stojak z mulinami (chyba Anchor?, bo przez szybę wystawową nie umiałam poznać) był w kącie. Co tam jeszcze było nie wiem, bo słabo było widać z zewnątrz:( Właściwie to nie bardzo umiałam trafić na ten sklep, minęłam go i tylko dzięki wizycie w innej pasmanterii wróciłam i znalazłam to „biedactwo”:P


10. Mała pasmanteria na ul. Słowackiego. Tutaj właśnie trafiłam szukając „bidulki” na Placu Wilsona. Jakby ktoś szukał to pani ma tu Ariadnę:P Dużo włóczek widziałam, a sama pani „drutowała”:) To dzięki niej dowiedziałam się, że ta „pasmanteria”, której szukam to tylko kawałek sklepu przy kwiaciarni.


Ale jak wracałam do hotelu i robiłam codzienne zakupy w Hali Banacha, tej spożywczej, to weszłam do tej przemysłowej i tu zauważyłam stoisko pasmanteryjne! Pani z obsługi już nie było, ale ochroniarz pozwolił mi pooglądać i już wiedziałam, że rano coś sobie tu kupię przed pracą:)


11. Stoisko pasmanteryjne w Hali Banacha. Ojej, tu przeżyłam największa grozę! Pani mnie prawie zabiła, bo byłam na tyle bezczelna, że chciałam coś kupić! A jeszcze był to dzień kiedy przenieści krzyż i pani była jeszcze bardziej oburzona całym zajściem. Pomimo wrogości zaryzykowałam własnym życiem i kupiłam trochę guziczków! Było też trochę zestawów do haftu, mulina Anchor oraz biała kanwa, ale na nie się nie skusiłam.


DSC03430


Ojej, ile ja tych sklepów odwiedziłam? Zaraz będę kończyć:P


12. W czwartek dzień w labie był krótki, bo popróbowaliśmy nowe rzeczy i z wynikami trzeba było poczekać do dnia następnego, żeby wszystko ładnie wyschło. Więc miałam więcej czasu wolnego! I ruszyłam na chwalony sklep na ulicy Madalińskiego! I tu się znowu zakochałam! Oj, kolejne marzenie się spełniło, panie z obsługi były bardzo miłe,a ceny przystępne!


Tym razem trafiłam bez problemu, bo już się zaprzyjażniłam ze stronką ZTM Warszawa i wiedziałam w co wsiąść, żeby dojechać na miejsce! Popełniłam tylko jeden błąd, zamiast obejrzeć dokładnie wystawy zaraz popędziłam do środka:P A tu na ścianie za ladą pełno zestawów Orchideii! Tych z drewnianymi ramkami w różnych kształtach oraz do zrobienia kartek z życzeniami! Oj, uprosiłam panie i weszłam za ladę i wszystkie pooglądałam i pomacałam! Skusiłam się na wymarzony zestaw kuchenny czyli dzbanek i filiżankę! Wahałam się między makami a słonecznikami, bo truskawek nie znoszę, a bratków nie było:( i padło na maki! Pani mi podpowiedziała i nie żałuję:)


DSC03476


Kupiłam też tasmę z grupowego poprzedniego zdjęcia – granatową ze złotą nitką. Był większy wybór, ale takich jakie już mam – dzięki mojej mamie! Ale jeśli któraś z Was szuka, to tam jest ich wiele!


Bardzo chciałam też kupić jeden z widoczkowych kompletów czterech pór roku, ale niestety z jednej serii były trzy zestawy a z innej tylko dwa. A ja nie wiem, kiedy tak wrócę (bo wrócę na 1000%), więc nie zdecydowałam się na zakup wybrakowanych pór roku:( Szkoda, ale może nastepnym razem!


Czwartek to byl mój ostatni dzień przed wyjazdem, więc byłam odważniejsza i postanowiłam ruszyć tramwajem w nieznane, z mapką w ręce! Na mojej liście pasmanterii było jeszcze kilka a do 18 jakaś godzina, więc zdecydowałam ruszyć na kolejny podbój. I tu zonk! Na stronie DMC jak byk jako pierwsza wymieniona jest pasmanteria Mulinka na Placu Żelaznej Bramy! Niestety spóźniłam się .... 2 lata! Bo takiej pasmanterii już nie ma:( Nic złego się jednak nie stało, bo poznałam przemilą panią w hali pod tym adresem, która coś tam sztrykowała, ale para się też robieniem kolczyków i w promocyjnej cenie 2 i 5 złotych zakupiam te dwie śliczne pary! Te mniejsze są żółte:)


DSC03428


Ta przemiła pani okazała się znajomą byłego właściciela Mulinki. Trochę sobie pogadałyśmy, jak to na koleżanki po fachu przystało i dowiedziałam się o kolejnej pasmanterii.


13. Rebeka na Jana Pawła II. Niestety tu też się spóźniłam, ale tylko o jakieś 10 minut. Byłam jednak obejrzeć wystawę i coś tam mają:) Bo sporo miejsca zajmowały przydasie robótkowe, ja zauważyłam tylko stojak z muliną Anchor. I chyba tu wróce! Następnego dnia technicznie miałam czas, żeby tu przyjechać, ale z ciężką torba i plecakiem w rękach dałam sobie spokój:(


14. To już ostatnia liczba:P Małe stoisko pasmanteryjne w Hali Mirowskiej. Pani tam miala jakieś wstążki, guziki, Ariadnę i pewnie coś więcej, ale nie mialam czasu „zwiedzać”, bo śpieszyłam się do Mulinki:P


I finito! Tyle udało mi się odkryć w czasie tych ca. 9 dni. Chyba sporo:P Na nastepny raz wiem już gdzie jechać, a jakie miejsca omijać szerokim łukiem! No i mam nadzieję, że jakieś nowe miejsca też odkryję:)


Mam nadzieję, że moja lista przyda się komuś, bo jak widać można szukać sklepów widm, bez takich sprawdzonych wiadomości:P


W Katowicach też odwiedziłam kilka miejsc robótkowych, oczywiście mniej, bo miałam tylko kilka godzin w sobotę, ale mam swoją wtykę – mamę! Ona chętnie spełnia moje prośby a czasem i sama coś wyszukuje. O tej wyprawie po moim miescie (!) będzie w nastepnym poscie!


Aaaa, sobotnia wyprawa do Chicago była bardzo udana! Było kilka przeciwności, ale je pokonałam! Malo xxx tym razem, ale bardzo ciekawie! Relacja nie wiem kiedy, ale będzie na pewno! Zdjęć mam prawie 200, więc jest z czego wybierać:P


 


Ze względu na dużo pracy nie mam teraz za wiele czasu na xxx i blogowanie, więc następne wpisy będą się pojawiać rzadziej, maksymalnie raz na tydzień. Ten i poprzedni powstały w czasie moich konsultacji – jak widać w tym tygodniu studenci nie mieli pytań:P W ciągu dnia znajduję trochę czasu, żeby zajrzeć na niektore blogi, ale już czasu na komentowanie nie wydzielę, więc z góry przepraszam za moje przyszłe mileczenie. Po raz pierwszy w życiu czekam na grudzień, bo wtedy skończy się semestr i będę mieć wiecej czasu na wszystko:) Więc byle do grudnia!


 


Dziękuję bardzo za wszystkie komentarze pod ostatnią notką:) Cieszę się, że podobają Wam się moje wypociny:P Lubię się z Wami dzielić moimi przeżyciami, nie tylko xxx. Dlatego tym bardziej brakuje mi teraz blogowania, ale cóż, są ważniejsze rzeczy w życiu. Wczoraj jak spojrzałam na statystyki z poprzedniego tygodnia to też się bardzo zdziwiłam, tak często mnie odwiedzaliście! Dziękuję! W nagrodę macie taki długi podwójny wpis, czytajcie w kawałkach, żeby Wam starczyło na dłużej:P


Nikt się niestety nie domyślił do czego nawiązywał tytuł mojej poprzedniej notki, a myślałam, że nie będzie trudno. Chodziło mi o piosenkę Stinga – Englishman in New York:)


 


anetakam0 – Oj, miałaś czas i chęci przeglądać stare notki:) W sprawie słownika ”A Christmas Inven-tree” mailowałam do autorki, czyli Helen Smith, która obiecała przekazać moją prośbę o zestaw do haftu Kate z Bothy Threads, czyli ma tam swoją wtykę:P Mam nadzieję, ęe moje marzenie się spełni i będę mogła kiedyś wyhaftować chemiczne drzewko z tego schematu:)