sobota, 12 czerwca 2021

Nie chce mi się :P

 ... pisać na blogu, bo inne rzeczy bardzo mi się chce :P Na początku roku postanowiłam sobie, że będę robić jeden wpis na blogu na tydzień i jakoś do urodzin mi się udawało. A później mi się odechciało. Dziś się ździebko przymuszę, ale nie wiem co będzie dalej :P

Po pierwsze to chciałam się pochwalić prezentami, które dotarły do mnie od Pani Neli! Akurat byłam cały dzień w fabryce, więc sąsiad odebrał paczkę i od razu musiałam mu pokazać, bo też był ciekawy :P Oj, Holendrzy są bardzo ciekawscy :P

A to zawartość paki od Pani Neli!


Główny punkt programu to 5 podkładek pod talerze! 


Plus tęczowy motylek! Pani Nelu bardzo dziękuję, nie spodziewałam się niczego, a tu taka paka!




A żeby nie było, że się zupełnie obijam to kilka tegorocznych haftów. W zeszłym roku zaczęłam 10 częściową serię Deco od DMC. W 2020 machnęłam Camelię (tu). A w tym rok mam już kolejne trzy kwiatki. 


Z kolejnością xxx nie miałam problemu, po prostu wzięłam drugi numerycznie hafcik z kolekcji:P Padło na rudbekie. Nawet nie wiedziałam, że tak to się nazywa:P





Niby te hafty wyglądają na proste i przyjemne, a nieco są męczące. Kolory bardzo zbliżone do siebie, a backstitche jakieś takie idiotyczne i bardzo słabo pooznaczane kolorystycznie na wzorach. Oryginalnie powinny być 2 nitki na kanwie 14ct, ale zmieniłam na jedną nitkę na kanwie 18ct, żeby mi się zmieściły do ramek z Hemy :P
Ale najbardziej się zdenerwowałam jak wyszło, że na wzorach środek nie jest środkiem haftu. A zawsze ufałam, że DMC i inne firmy zaznaczają to prawidłowo. Teraz już nie wierzę i sprawdzam i okazuje się, że każdy z tych hafcików ma przesunięty środek na wzorze. Badziew!!!!!!!!!! Także haftując na małym kawałku kanwy po oprawie wyszło jak wyszło. Nawet myślałam, żeby go machnąć drugi raz, ale stwierdziłam, że nie dam rady, także tak już zostanie.
Sesja w terenie była w marcu :)


Kolejny na ruszt poszedł hibiskus.







I jego sesja w terenie, też z marca!


I ostatni w tym roku wyxxx kwiatek z tej serii - Irys.









Sfotografowany na tym samym marcowym wyjściu co hibiskus.

I zdjęcia grupowe z domu.









Kolejne nie wiem kiedy będą? Nie chce mi się ich zaczynać :P

W międzyczasie powoli dłubię w mojej drugiej tegorocznej kobyle - liściach od Dimensions - 25 x 36cm. Zostały mi jeszcze backstitche, xxx i /// wczoraj skończyłam :)

A od 22 do 30 maja brałam udział w konkursie na chodzenie w mojej firmie, tzw. Walking Challenge. Drużyn było 13, po 5 osób w każdej, czyli łącznie 65 uczestników. Wzięłam udział, bo lubię chodzić, także dziennie najpier robiłam po 20 - 34 tys kroków dziennie, ale jak po 4 dniach zobaczyłam że jestem pierwsza a inni mnie gonią to zwiększyłam ilość spacerów :P No i w ostatni weekend głównie chodziłam i zrobiłam po 60 tys dziennie. Moja drużyna ostatecznie zajęła 3 miejsce, a ja wygrałam indywidualnie :) Druga osoba indywidualnie, miała o 60 tys kroków mniej niż ja :P Bardzo się cieszę, choć kilka blaz miałam, rozwaliłam sobie paznokieć na dużym palcu w drugim dniu konkursu, o innych przypadłościach nie będę Wam mówić, ale krew się lała, pot spływał a przez pół konkursu ciągle lało:) Wg koleżanki z pracy widocznie schudłam, ale cóż się dziwić jak po pracy wychodziłam z domu i nie miałam czasu na nic poza chodzeniem, nawet na jedzenie. No i znalazłam 1,1 euro!!!!! Także czysty zysk :P Łącznie w 9 dni zrobiłam 332 130 kroków! Teraz czekam na nagrodę :P

A od dziś jestem na urlopie. Częściowo przymusowym, bo dostałam list od HR, że jeśli do końca miesiąca nie wezmę kilku dni urlopu, to mi się pzreterminują i za nie zapłacą, a dni urlopowe są wysoko opadatkowane w NL, więc nie opłaca się ich nie brać. Rok temu przegapiłam i mi zapłacili. Oj, gdyby nie pandemia to już dawno wszystko bym wykorzystała. A tak biorę 5 dni wolnego i do końca roku zostaje mi jeszcze 45 dni i 25 min do wykorzystania :P I to nie jak w Brazylii, dni miesiąca, czyli wliczając soboty i niedziele, ale 45 dni roboczych.... Oby udało się gdzieś wyjechać! 

Trzymajcie się i do sklikania!

poniedziałek, 24 maja 2021

Koniec świętowania!

 W Niderlandach kończy się właśnie długi weekend, przez dwa ostatnie dni obchodziliśmy Zielone Świątki. A koniec, bo kolejny długi weekend w NL dopiero na Boże Narodzenie :P Także czas wracać do pracy na dobre!

Osobiście dziś też świętowałam, to niestety ten dzień :P Ale na pocieszenie dostałam śliczną kartkę z Kanady! Ivona zawsze o mnie pamięta i przysyła mi na urodzinki super kartki! Oj, chyba nigdy nie przestanę być fanką jej kartek! Ivona, dziękuję za pamięć i kolejne cudo do mojej kolekcji Twoich kartek!


Kartka z cudnym naparstkiem!


Śliczna jest, nie?


A do kartki pasuje mi mój tegoroczny motyl! Drugi z motylkowej kolekcji od Dimensions.


Zaczęłam go haftować 30 stycznia tego roku. Szybko poszło, bo uwielbiam xxx na plastikowej kanwie :)


Taki mały haft (10 x 15 cm), a aż 19 kolorów!




Motyla zostawiłam sobie na koniec :)




6 lutego motyle były już gotowe do wycięcia. Oczywiście "chwilę" musiały poczekać na wycięcie i sesję w terenie.
Tym razem też darowałam sobie napis :P Nie lubię takich górnolotnych haseł.


Nie pamiętam już czy w marcu czy kwietniu składałam całość do kupy, ale sesję w terenie zrobiłam 2 maja, w Veenendaal, więc daleko nie musiałam jechać :P
Na tym samym osiedlu, co misio z poprzedniego wpisu, znalazłam takie krzewy :)







Nie lubię róż ani różowego koloru, ale całość bardzo mi się podoba i na pewno w tym roku machnę jeszcze jednego motyla! Nie ma co!







A ponieważ zakwitły już bzy to wczoraj zabrałam zeszłorocznego motyla na małą sesję, ale niestety słabo wyszło :( Może za rok będzie lepiej? :P







I oba motyle razem! Teraz muszę znaleźć jakąś wstążkę, żeby je powiesić na ścianie :)


Tyle na dziś! Szybkiego tygodnia i byle do weekendu :)