sobota, 24 kwietnia 2021

UFOk już nie-UFOk :P

 Butterfly Profusion od Dimensions! Zestaw, który kupiłam na targach w Zwolle. Wracałam się po niego na stoisko Cross Stitch Corner, bo pod koniec dnia stwierdziłam, że jednak muszę je mieć! I tak czekały na wyxxx od zakupu, czyli lutego 2019 roku. Zabrałam się za nie jak już kupiłam ramkę i po przymiarce stwierdziłam, że to jest to! Co prawda od kilku lat nie robię planów xxx, ale stosuję jedną zasadę, haftuję tylko to, co mogę od razu wykończyć lub oprawić! Koniec z haftowaniem do teczki! 

Poniższe zdjęcie jest z 8 czerwca 2020. Wtedy wzięłam się za haftowanie. Kobyła jak dla mnie, bo 28 x 28 cm!


Piękna kanwa z nadrukiem! 14ct.






No i w czerwcu zeszłego roku zabrałam się za xxx. Najpierw całe xxx i trochę ///.


Na tym etapie pokazywałam Wam na blogu prawie rok temu.


I tak sobie haftowałam po motylu :)



Ten jakoś najmniej ciekawe ma kolory. Teraz chyba zmieniłabym je. Od razu robiłam też ////, żeby nigdzie się nie pomylić.


Ten drugi ma cudne kolory! Niebieski, fioletowy i czarny! 




 








I tak 3 lipca były już wszystkie. Powoli sobie dziubałam, bez innych przerywników, bo jak haftuję coś to skupiam się tylko na tym hafcie :)











No i w tym momencie przyszedł czas na przekleństwo! Blending filament, czyli cieniutka metalizowana nitka, która miała być haftowana xxxx tylko na niektórych xxx zrobionych zwykłymi nićmi. Color on color.


Straszny badziew!!!!!!! Wrrrrr! Cienki, ale jakby z kilku nitek, rwący się, plączący się jeszcze bardziej. Przekleństwo, ale zaczęłam ochoczo.


Próbowałam pokazać na zdjęciach, ale chyba mało widać jak taka "nakładka" z blending filament wygląda.




Nawet z fleszem słabo widać.


Próbowałam różną długością nitek haftować, podchodziłam kilka dni do tego badziewia i w końcu stwierdziłam, że dość i muszę odpocząć. Później przyjechała rodzinka na wakacje w upalnej, w zeszłym roku, Holandii i motyle stały się UFOkiem. Była połowa lipca.


W styczniu już 2021 roku, jak rodzinka pojechała do Katowic, stwierdziłam, że koniec opinkalania się i czas kończyć motyle! Miejsce na ścianie wolne od września, kiedy zabrałam do Polski moją poprzednią UFOkową kobyłę - rozgwiazdę rozpoczętą w Brazylii, a skończoną w Holandii (tu).


Stwierdziłam, że obojętnie jak, ale muszę skończyć xxx tym badziewiem! Blending filament mnie nie pokona! No i choć utrudniała mi bardzo, plątała się namiętnie i rwała, nie dałam się. Zastosowałam sprawdzony trik, czyli ulubiony i wiele razy oglądany film na kompie :) Miedzy innymi ten :) Kocham go i uwielbiam sobie przypominać ulice Chicago, które sama 7 razy przemierzałam :)



W międzyczasie jeszcze wyprułam największemu motylowi "zwisy", bo nie podobały mi się! I teraz wygląda zdecydowanie lepiej :)


Ha! Udało się, choć wcale nie wiem czy efekt końcowy był wart zachodu? Na zdjęciach prawie nic nie widać, w naturze jest nieco lepiej, tzn. metaliczne xxx migoczą w świetle naturalnym, ale tylko z bliska :P Jak spoglądam na ścianę z kanapy to nic nie widać. Także chyba w innych zestawach daruję sobie blending filament, chyba że dopadnie mnie skleroza i zapomnę o męczarniach :P
I jak widać poniżej, z kreskami poszło mi już ekspresowo :) Sama przyjemność po metalizowanym badziewiu :P


Jeszcze przymiarka do ramki z Xenosa. Pasuje jak ulał i rozmiarowo i kolorystycznie :)


A teraz razem możemy szukać połyskujących xxx :P








Jest! Tu coś widać, jak zdjęcie rozmyte :P Górna część motyla.












18 stycznia motyle zawisły na ścianie! Zdjęcie prześwietlone, bo to zachodnia ściana i dwa wyjścia na taras po bokach tej ściany mam :)


Cudne są!!!!!!!!!!!!! Jestem zachwycona, nawet w pracy się nimi chwaliłam, że w czasie pandemii hafty zajmują mi głowę i nie mam czasu na głupie myśli. No i jak zawsze, że tak niecierpliwą osobę jak ja, haft uczy cierpliwości :)


Moja wersja, bez "zwisów" w dużym motylu, zdecydowanie lepsza :P


W ostatni czwartek zabrałam motyle na sesję w terenie. Bardzo chciałam znaleźć coś motylowego, ale znam tylko zoo w Emmen, które jest znane m.in. z motyli, ale obecnie zamknięte. Także wymyśliłam sobie Middelpunt van Nederland. W końcu motyle są w kole, a każde koło ma punkt centralny/środek, nie? A poza tym middelpunt jest na jednej z kolorowych tras wycieczkowych w mojej okolicy, a motyle też są bardzo kolorowe :)

Tu właśnie tablica z różnymi trasami. Rok temu wszystkie obeszłam kilka razy zanim tłumnie się zrobiło w lasach.


No i właśnie punkt centralny Niderlandów! Tylko kilka minut Sreberkiem ode mnie, więc w sam raz na spacer po pracy.


Było pusto, więc pobawiłam się samowyzwalaczem i torebką :P


A takie właśnie słupy z numerami są w lasach, żeby się nie zgubić :) Tak samo kolorowe jak motyle!



Właśnie zaczął się w Niderlandach długi weekend, także do wtorku, czyli Dnia Króla, mamy wolne! Dziś już zabrałam kolejny haft na bardzo udaną sesję zdjęciową. W niedzielę zabieram kolejny w upatrzone miejsce, ale gdzie jechać w niedzielę i poniedziałek???? Muszę pomyśleć, bo w domu nie będę siedzieć! A teraz zabieram się za obecny haft, też kobyła - 25 x 36 cm! Coś jesiennego od Dimensions :)


Zgadnie ktoś, co to za wzór? Ramkę kupiłam tego samego dnia co ten zestaw, także spełnia moje wymogi :P

Trzymajcie się i udanej reszty weekendu!!!