Czyli obiecane hafciki z ostatniego weekendu pażdziernika. Dalej kontynuowałam haftowanie bez weny i myślenia, czyli zamiast siedzieć bezczynnie przed pudłem (czyt. tv), sięgałam po pierwszy lepszy zestaw ornamencikowy:)
W tym jednym to wolę nie wspominać ile razy się pomyliłam:P
Dlatego następny musiał być banalnie prosty:D
Ostatni zabrał mi kilka dni, ale niech ktoś mi powie, że łatwo się haftuje na kanwie plastikowej kordonkiem, to będę gryźć:P Przeciąganie czwartej grubości kordonka przez dziurkę na kanwie plastikowej 14ct kończy się bólem łapek:P A tak lubię haftować na plastiku:)
I jak? Fajnie się haftuje takie „byle co”:D
Hafcików “byle jakich” powstało tyle. Wszystkie leżą i kwiczą, bo czekają nadal na oprawę:P Ale mi się nie chce, więc jeszcze trochę poczekają, a ja wyżywam się halloweenowo:) Ale o tym osobno będzie:P Bo oficjalnie zakończyłam hafciki świąteczne na jakiś czas:)
W ten weekend i u nas była zmiana czasu i jakoś nie umiem się przestawić. Cały czas mi się wydaje, że jest godzinę później:P Ale przynajmniej miło, że znowu przez jakiś czas będzie jasno jak wstaję, bo już zaczynały mnie denerwować te ciemności o poranku. No i tradycyjnie nie przestawiałam czasu w moim zegarkach na rękę, bo nie akceptuję zimy, więc tym bardziej czasu zimowego! Zimie mówię zdecydowane NIE, więc niech się cholera jedna nawet nie zbliża do Michigan:P
Aaaaaa! Jeśli już o Michigan mowa, to w sobotę jak szłam w nocy do skrzynki pocztowej (chyba już po 24 było:P) przeżyłam szok! Patrzę, a tu na trawniku jakieś nieżywe futerko leży. Czarnobiałe.Myślę: jakoś niemożliwe, żeby coś rozjechanego, bo to w końcu trawnik a nie droga. Nagle to coś się rusza, a ja ze starchem uzmysłowiłam sobie, co to jest. Zaczęło ślepiami na mnie spoglądać, łebkiem ruszyło, a ja w strachu, bo w nowej kurtce oddaliłam się najspokojniej jak umiałam! A co takiego spotkałam?
Zdjęcie z sieci i dzięki bogu, że nie miałam własnego aparatu, bo byłby to idiotyczny pomysł!
SKUNKS!!!!!!!!!!! Jak wracałam ze skrzynki, to już był bardziej ruchawy i pod drzewem coś grzebał w trawie i chyba wcinał. Już nie byłam tak głupia i z bezpieczej odległości go obserwowałam. Chwilę popatrzylam, ale jakoś za żywy był i bałam się o kurtkę, więc oddaliłam się cicho i spokojnie, ale już nie chodnikiem a drogą:P I co? W fajnym miejscu mieszkam, nie? :D
Arabeska robiła ostatnio podobne podsumowanie, to i ja się skuszę. Wczoraj stłukłam moją ulubioną szklankę z coca-coli, była idealna do mleka:( Dziś rano wciągnęłam sobie włosy do suszarki:P A studenci w labie byli bardzo rozkojarzeni:( Ale póżniej miałam korki, więc trochę $$$ :) i umówiliśmy się też na jutro:) A następnie dostałam maila, że wygrałam dwa bilety na jedyne przedstawienie muzyczne na naszym kampusie w wykonaniu Parsons Dance! Występ w niedzielę o 15:) Patrzcie i zazdrośćcie:P
Nie umiem wkleić wideo, więc kilkajcie w link:)
Aaaa, wróciłam niedawno z zumby i było bosko:) Jednak lubię się pocić:P I już coraz bardziej żywa wracam:) W środę kolejne zajęcia, a w piątek kręgle! :)
No i najważniejsze, że nie chce mi się jeszcze spać (jest 20:P, ale ostatnio zasypiałam na kanapie i o 19), więc jest szansa na jakieś xxx :)
Żegnam ozięble:D
edytag74, labores - Candy Corn to nie żelki (też je bardzo lubię, zwłaszcza haribo o smaku coca coli, na moje nieszczęście mają je w moim spożywczaku po 2$ :P). Candy corn są twarde i cholernie słodkie, prawie jakby się cukier ssało:P Polecam tylko do ozdoby lub do gryzienia, jak ktoś nie lubi swoich zębów:P
Edit: Arabeska! Właśnie spojrzałam na tytuł Twojego bloga i staszny plagiat z podtytułu Pieguchowa:P Jeszcze w ulubionych mam stary tytuł, robótki Arabeski. Widać strasznie inspiruję:P Ale i tak Cię lubię:P





















