Wigilia czyli kolejne urodziny Pieguchowa! To już 16! Jak to mówią w US, sweet 16 :)
W tym roku trochę więcej było wpisów niż rok wcześniej, ale dalej słabieńko w porównaniu do pierwszych lat istnienia Pieguchowa. Tym bardziej dziękuję tym, którzy tu jeszcze zaglądają i zostawiają komentarze. Dzięki, że o mnie pamiętacie :)
A na wigilijny wpis wybrałam poduszki z Vervaco, które wyxxx już dawno, bo jeszcze w 2022 roku. Do dziś ich nie zszyłam z pleckami, ale może ten wpis mnie zmotywuje? To też jeden z powodów dlaczego nie było od kilku lat podsumowań moich rocznych haftów.... No nic, czas się poprawić.
Wszystkie 3 poduszki to oryginalne zestawy z Vervaco.
Pierwszą poduszkę, którą chcę Wam pokazać, xxx w Katowicach, we wrześniu 2022 roku. Sowa, która Matkasowi się nie podobała, a mnie wpadła w oko od razu. Teraz niby już jej się podoba, ale nie wiem czy wierzę w to :P
Z pierwszymi poduszkami kiedyś męczyłam się strasznie, aż nie wpadłam na pomysł, żeby skrawki włóczek dopiąć do legendy na skraju kanwy. Teraz już się nie mylę i xxx idzie sprawnie.
Bardzo lubię haftować od dołu i wspinać się do góry :)
Sowę zaczęłam 25 września, a skończyłam 1 pażdziernika. Super wyszła!
Włóczki jeszcze sporo zostało po wyxxx.
Kolejny zestaw też poszedł ekspresowo. Kupiłam go 8 pażdziernika w pasmanterii w Apeldoorn i od razu zabrałam się za haftowanie.
Od razu też kupiłam plecki, bo do takiej podłużnej poduchy tylko dwa są dostępne i to nie wszędzie. Wybrałam beżowe, bo sraczkowych w życiu bym nie kupiła.
To był trudny czas, więc zdjęć nie ma. Pracowałam jeszcze w poprzedniej firmie, mieliśmy integrację z naszą dyrektor i wszystkimi managerami, więc spora ekipa przyjechała z Włoch plus kilka osób z zespołu z Polski i cały zespół z fabryki z Niderlandów. Byłam wtedy na ostatnich etapach kilku rekrutacji w firmach w Szwecji i Holandii i miałam wszystkiego dość. Późnym wieczorem wracałam z Utrechtu i siadałam do haftu. Dobrze, że był prosty, bo myśli miałam zagmatwane.
Haft poszedł w kilka dni, a ja miesiąc później składałam wypowiedzenie i od lutego 2023 pracuję w obecnej firmie i ani myślę szukać kolejnej :)
Szkoda, że plecki nie są czerwone. Poducha jest długa na 80cm, a wysoka na 20cm.
W zestawie też zostało sporo włóczki.
Uwielbiam takie skandynawskie motywy!
W tej serii są jeszcze dwie poduchy, ale już kwadratowe. Zastanawiam się czy ich też nie kupić?
Drugi zestaw do kompletu z sową to rudzik :) Chyba od razu kupiłam je oba.
Rudzika xxx od 22 października do 6 listopada.
Mam tylko zdjęcie końcowe, tak już miałam wszystkiego dość ;(



Do kompletu kupiłam jeszcze jednego ptaszka - Gila.
Jeszcze nie wiem kiedy go wyhaftuję, ale czeka :)
Jakoś tak mam, że poduszki kupuję w zestawach po 3, ale o tym innym razem.
Choinka już u nas stoi, Matkas ubrała ją cudnie. Tym razem poszalała i wszystkie moje hafty świąteczne na niej powiesiła :)
Rodzinka przyjechała do mnie 6 grudnia i od tego czasu odwiedzamy różne jarmarki świąteczne w NL i Niemczech. Choć usłyszałam od koleżaki z pracy, że pojechać na jeden to wiadomo jak każdy wygląda, ale ja się z tym nie zgadzam. Każdy ma swój urok, a te holenderskie z występami na żywo są 100x lepsze niż niemieckie z wursztami :P
7 grudnia byliśmy z Zeist i było super! Jarmark polepszył się, kilka lat temu był mały, a teraz z rozmachem i przez 3 niedziele grudnia. Polecam!
Między 12 a 14 grudnia w całej Holandii były jarmarki, więc przebieraliśmy :)
W piątek ruszyliśmy najpierw do Lunteren, bo mamy bardzo blisko.
Póżniej do Schrpenzeel, gdzie akurat się pogorszyło, bo nie było żadnych występów :( więc nawet żadnych zdjęć nie zrobiłam.
A na koniec dotarliśmy do Voorthuizen, gdzie trafiliśmy na jeden zespół, ale jaki! Bombowo grali!
Sobotę 13 grudnia zaczęliśmy od Dickenson's Fair w Bennekom.
A tu jak zawsze bieg mikołajów :)
I występy w kilku miejscach w całym miasteczku. Część zespołów przemieszcza się po miasteczku.
Ten zespół z największą energią grał :)
Jedna scena jest w kościele.
A druga na scenie na ryneczku. Tym razem załapaliśmy się na jazzowy zespół. Kolęd w wersji jazzu nowoczesnego to nie zawsze się słyszy :)
Druga wizyta w kościele i harfistki plus jeden harfista.
Drugi jarmark odwiedziliśmy po południu i ruszyliśmy do Putten, gdzie co roku odbywa się rzeźbienie w lodzie piłami mechanicznymi. Kiedyś co roku oglądałam to w Michigan :)
Tu też występy muzyczne były w kosciele.
W drodze z Putten do Barneveld załapalismy się jeszcze na paradę traktorów - to też bardzo popularne w NL. Byłam za kierą, ale Matkas coś tam cyknęła ku pamięci.
Na koniec pojechaliśmy na jeden z naszych ulubionych jarmarków - Candlelight shopping w Barneveld. Niby zakupowo, a najwięcej tu zespołów i jeszcze ogień z balonów!
Dwa kościoły i w każdym występy.
Kosze z balonów są w kilku miejscach. W tym roku dawali dzieciom władzę nad ogniem :)
Był też chór gospel z mojej wioski! Nawet nie wiedziałam, że istnieją :P
W niedzielę 14 grudnia pojechaliśmy do Haarlemu, bo to ponoć jeden z najlepszych jarmarków w NL, ale się rozczarowaliśmy. Na przyszły rok pojedziemy znowu do Arnhem, bo tam nam się bardziej podoba.
Także Haarlem przereklamowany! Nie polecamy tego jarmarku.
W piątek 19 grudnia pojechaliśmy do Veenendaal na drugą edycję świetlnej imprezy nocą. Rok temu nas nie było, ale zdjęcia po były zachęcające, więc w tym roku byliśmy. Mała impreza, ale fajnie było!
Nawet sztrykowana choinka była podświetlona!
W ostatnią sobotę byliśmy za wschodnią granicą czyli w Niemczech. W Bocholt był jeszcze jarmark.
Urząd miasta to jeden wielki kalendarz adwentowy.
W niedzielę 21 grudnia pojechaliśmy do Zwolle. To już końcówka jarmarków w NL, więc tylko w niektórych miastach jeszcze coś się dzieje.
A z Peugeotem musieliśmy sobie cyknąć fotki, bo sami mamy peugeoty nr 4 (ja - Esmeralcię) i 6 (tata - Szronka Pieronka) :D
Pan dmuchał bombki ze szkła!
W poniedziałek ostatni dzień w biurze, a wczoraj pojechaliśmy do Hagi na ostatni dzień królewskiego jarmarku.
Tu najbardziej międzynarodowo, bo stoiska z rzeczami i jedzonkiem z różnych części świata.






Sezon na oliebollen trwa w najlepsze :) To nasze ciasto racuchowe z rodzynkami, ale w kształcie kulek, smażonych w oleju jak pączki. Pycha!
Tot ziens czyli do zobaczenia!
Sezon jarmarkowy powoli się kończy, ale my zaczęliśmy go wcześnie, bo już w listopadzie jak z tatą wróciłam z Polski. Przed naszym wypadem do Paryża, 23 listopada pojechaliśmy do Valkenburga. To tu jest ponoć najlepszy jarmark świąteczny w Europie w tym roku. Hmm, wg nas nie, bo byliśmy, widzieliśmy i się mocno rozczarowaliśmy. Jarmarki są w kilku jaskiniach, my byliśmy w tej największej w grocie gminnej. Stoiska badziewne, najlepsza część to same jaskinie. Także musimy tu wrócić ale już poza czasem jarmarkowym.
Można było zobaczyć jak kiedyś wydobywano piaskowiec z jaskiń.
Taka trasa wiedzie przez jaskinię gminną!
Patrzcie, trafiłam na pechową przodkinię!!!!!!!!!!
W kolejnym tygodniu byliśmy w Paryżu, ale o tym w innym wpisie. Z Francji wróciliśmy w piątek, a w sobotę 29 listopada pojechaliśmy z tatą do Dortmundu na jeden z największych jarmarków w Niemczech. Z 33 metrową choinką!
Trafiłam na wyprzedaż w niemieckiej sieci pasmanterii - Idee
Na takim stojaku było pełno przecenionych zestawów z Rico Design.
Wybrałam takie 2!
W środku dział xxx dosyć ubogi.
Natomiast w niedzielę 30 listopada namówiłam tatę na wypad do Bruggi! Tylko 2h jazdy i byliśmy w moim ulubionym mieście w Belgii :) I tacie też się spodobało! Aż tak, że pojedziemy z mamą i Maćkiem w przyszłym roku. Jarmark w Brugii w tym roku też znalazł się na liście 15 najładniejszych w Europie i wg nas powinien być wyżej niż ten w Valkenburgu.
Musiałam mieć takie zdjęcie :)
No i wstąpiliśmy do pasmanterii, choć sama byłam zdziwiona, że w niedzielę ma te same godziny otwarcia co w inne dni tygodnia. Belgia to Belgia :)
Tu ceny już zdecydowanie wyższe niż w Niemczech i zakaz fotografowania, ale kupiłam sobie makaronik do czyszczenia i ostrzenia igieł oraz papugę, bo taką widziałam na żywca w Brazylii!
W NL sieci supermarketów Albert Heijn w tym roku pojawiły się mega chomiczki :) Po świętach trafią do szczęśliwców, którzy je wygrają w losowaniu. A chomiczki z AH są kultowe, na każde święto są nowe pluszaki, ludzie je zbierają, wymieniają się, etc. Ale takich dużych jeszcze nigdy nie było!
To na koniec jeszcze zdjęcie wystawy sklepu hafciarskiego w Amersfort :)
Fijne Kerst czyli Wesołych Świąt!
Ale poszalałaś z tym wpisem , chyba najdluższy z publikowanych w Pieguchowie ,Jarmarki dziesuper są w Niderlandach z występami i wspólnymi spiewani kolęd w kościołach i tą świąteczną super atmosferą - mama
OdpowiedzUsuńWow! Dzięki Tobie pozwiadzałam jarmarki! W tym roku od 24.XI mam nogę w ortezie i wszelkie plan wyjazdowe nie wypaliły... Tym bardziej Ci dziekuję za te zdjęcia! Poduchy świetne! Koniecznie dokup te brakujące w skandynawskie wzorki :-) robią klimat! Uściski gorące!
OdpowiedzUsuńJa myślę, że Matkasowi nie widziały się te poduchy, bo zdjęcie faktycznie blade, nijakie. Powinni tam zatrudnić jakiegoś naprawdę speca od fotografii. Twoja praca wygląda na 102! Jest tak soczyscie kolorowa, że brałabym w ciemno. A z ilością zdjęć- zaszalałaś 😁 Ale fajnie zobaczyć jak "sa granicom" wyglądają jarmarki. Wydaje mi się, że w mniejszych miejscowościach są one jakiś weselsze, mniej nadęte. Ludzie stoją, gadają... nawet jak się nikogo nie zna, to jakoś miło chciałbym się człowiek czuje.
OdpowiedzUsuń